DOM – MOJE TERYTORIUM

Mam za sobą 12 – dniowy wakacyjny wyjazd. Nie cierpię wyjeżdżać z domu pomimo, że wyjazdy są na ogół bardzo rozwijające i przyjemne i czasami naprawdę bardzo fajnie się wyrwać z codziennej rutyny. Tylko, że kiedy zostawia się całą rodzinę to jednak po kilku dniach jakoś tak myśli same zaczynają krążyć wokół domu.

Łóżko, kot, książka i już. Wystarczy. To właśnie dom. No może jeszcze zapach. I okropne skrzypienie podłogi. I mnóstwo takich malutkich rzeczy, z których człowiek nawet sobie nie zdaje sprawy.

Moja koleżanka Monika smaruj_na_trening zapytała mnie za czym najbardziej tęsknię jak jestem poza domem. Czy za kotami, czy za ciepłą kąpielą w wannie z pachnącymi świeczkami i jazzowym tłem? No i wcale nie tak łatwo odpowiedzieć. Bo i za kotami i za kąpielą i za wygodnym łóżkiem.

Pomyślałam sobie, że z wiekiem zabieram ze sobą coraz więcej rzeczy. Swoją poduszkę, swoją herbatę, kawę….  Ale nawet gdybym mogła zabrać ze sobą wszystko: i koty i łóżko i wannę i tak bym chciała wrócić. Czekałabym na powrót, bo żadna z tych rzeczy nie zastąpi domu. Ciekawe czy przez to, że przez tyle lat obserwuję swoje koty zaczęłam się do nich upodabniać, czy dla innych dom też jest taki ważny? Może człowiek to też tak jak kot stworzenie terytorialne?